niedziela, 19 lutego 2017

Rozdział 10 - Księżniczka

*CASSIE*
     Nagle usłyszałam wyraźne ciężkie kroki, który zbliżały się do piwnicy. Chwilę później do moich uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi. Byłam pewna, że do pomieszczenia weszła tylko jedna osoba, która zmierzała prosto w moją stronę. Poczułam jak ten ktoś dotyka delikatnie mojego ramienia, więc przerażona i odruchowo otworzyłam oczy. Od razu spojrzałam na tego kogoś. Okazał się to być mężczyzna, tylko tyle póki co mogłam stwierdzić ze względu na panujący tu mrok.
- Nie bój się - powiedział cicho, patrząc na mnie z troską. - To ja, Nieznany - wyznał, a mnie zaczęło kręcić się w głowie. Czyli to był on. Szukał mnie, znalazł mnie. Czy byłam jednak bezpieczna? Czy nie chciał mi nic złego zrobić? W końcu go nie znałam, nie miałam pojęcia jaki jest.
     Kiedy mężczyzna wyznał, że to on - Nieznany - zrobiło mi się słabo. Moje dłonie zaczęły drżeć ze strachu. Tak, bałam się. On był nieobliczalny. Skoro zrobił coś niewinnemu chłopakowi - mam tu na myśli Jake'a - to równie dobrze mógł też zrobić coś mi.
- Z-zostaw mnie, proszę - szepnęłam cicho, chowając twarz w dłonie.
     Nagle poczułam jak mnie do siebie mocno przytula. Przełknęłam głośno ślinę, nie wykonując żadnego ruchu. Strach sparaliżował całe moje ciało.
- Nic ci nie zrobię - powiedział cicho, jeszcze bardziej mnie do siebie przytulając. - Spokojnie, już jesteś bezpieczna. Nikt ci krzywdy nie zrobi - wymamrotał, zatapiając twarz w moich włosach.
     Och, doprawdy? Nikt mnie nie skrzywdzi? Jesteś tego taki pewny? Tak? Mówiąc to, zapewne zapomniałeś dodać "z wyjątkiem mnie". Na pewno chciał mi coś zrobić. On był chory, powinien był się leczyć.
     Mężczyzna w ułamku sekundy bez żadnego problemu - jak gdybym ważyła tyle co piórko - wziął mnie na ręce i wstał, po czym wyszedł z tej okropnej piwnicy. Nie miałam pojęcia jakie miał zamiary, ale gdy tylko wyszedł ze mną na zewnątrz, zrozumiałam, że przecież mógł mnie dokądś wywieźć.
     Kiedy otworzył drzwi od samochodu - znowu zakręciło mi się w głowie. Położył mnie bardzo delikatnie na tylnym siedzeniu, po czym nachylił się nade mną, a moje serce zaczęło bardzo szybko bić. Przeraziłam się. Nie wiedziałam co chciał zrobić.
- To dla Twojego dobra, księżniczko - powiedział cicho i nawet nie wiem kiedy, ale przyłożył do mojej twarzy jakąś szmatkę. Zamknęłam oczy i natychmiast nastała ciemność. Ostatnie co pamiętam przed przymknięciem powiek to jego oczy, które wpatrywały się we mnie intensywnie...

*JUSTIN*
     Kiedy tylko ją zobaczyłem - odetchnąłem z niesamowitą ulgą. Mojej księżniczce nic nie było. Była cała i zdrowa. To było najważniejsze - jej bezpieczeństwo. Nie mogłem pozwolić na to, aby coś jej się stało. Nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Gdyby ona... Ach, nawet nie chcę o tym myśleć. Moje maleństwo na całe szczęście żyje i nic się mu nie stanie. Będzie ze mną bezpieczna, będzie miała wszystko, czego zapragnie. Będzie miała mnie - mężczyznę, który jej to wszystko zapewni. Będzie miała mężczyznę, który dla niej by zabił, który jest w niej kurewsko zakochany, który ma obsesję na jej punkcie, który chce mieć ją tylko i wyłącznie dla siebie. Nie pozwolę nikomu jej tknąć.
     Dni Zayna są policzone. Zniknie z mojego życia, a także z życia mojej księżniczki już raz na zawsze. Nie mogę się już doczekać, gdy będę mógł zadać mu ból, bo prawdę mówiąc kocham widzieć to, gdy jakaś osoba cierpi. Oczywiście mówiąc to nie mam na myśli Cassie. Jej nic nie zamierzam zrobić, ale jeśli nie będzie mi posłuszna - będę musiała stosować wobec niej kary. Mimo, że będzie mi cholernie przykro, kiedy będę widzieć łzy w jej oczach to pomimo tego ona musi wiedzieć to, że ze mną się nie zadziera. Musi zrozumieć jakie panują u mnie zasady. Będę musiał nauczyć moją księżniczkę dyscypliny oraz posłuszeństwa. Tego w głównej mierze od niej wymagam. Ach, no tak. Jest jeszcze coś, czego będę od niej wymagać - a mianowicie tego, aby mnie pokochała. Prędzej czy później i tak to zrobi - jestem tego pewien. Jednak to wszystko będzie zależeć tylko i wyłącznie od ukochanej.
     Po ponad godzinie drogi zaparkowałem samochód na podjeździe. Tutaj nikt jej nie znajdzie. Moja posiadłość położona jest w środku lasu, więc nikt tu nawet przypadkiem nie trafił. Dziewczyna również nie ucieknie stąd - nawet nie ma najmniejszej szansy na to, że jej się uda. Dlaczego? Mój dom otoczony jest wysokim murem. W dodatku po podwórku biegają wilki. Tak, wilki. Stwierdziłem, że po prostu one bardziej budzą strach niż psy. Chciałem nastraszyć trochę dziewczynę, ale nie tylko po to je miałem. Miałem je też po to, aby ją chroniły, ale także po to, aby pilnowały całego terenu. Były niezawodne, świetne.
     Zgasiłem samochód, a następnie wysiadłem z auta. Otworzyłem drzwiczki i delikatnie oraz ostrożnie wyciągnąłem dziewczynę z pojazdu. Odgarnąłem niesforny kosmyk z jej pięknej twarzyczki i założyłem go jej za uszko, po czym musnąłem czule jej czoło.
     Otworzyłem bramę specjalnym pilotem, a następnie wszedłem na swoją posiadłość. Od razu przybiegły wilki, które powitały mnie serdecznie. Ukucnąłem i dałem im obwąchać Cassie. Wydałem też im odpowiednie komendy. Miały za zadanie jej pilnować. A kiedy dziewczyna miałaby zamiar uciekać - miały ją po prostu złapać tak, żeby nie wyrządzić jej krzywdy, bo tym to akurat będę zajmować się ja.
     Kiedy wszedłem do domu - powitał mnie kumpel, który stał oparty o ścianę i przyglądał się mi z nerwowym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy, a ja nie miałem pojęcia co jest tym spowodowane.
- Będziesz zły - oznajmił, przygryzając wargę, nie spuszczając ze mnie oka. Zmarszczyłem brwi, słysząc jego słowa. Hm, będę zły? Ciekawe czemu? Oby to nie było nic, co by mnie wkurzyło, bo nie mam zamiaru psuć sobie dzisiaj humoru. W końcu to będzie pierwszy dzień mojej księżniczki z w tym domu.
- Niby dlaczego? - zapytałem ciekawy, ściągając buty, nie przestając przytulać do siebie ukochanej, która w dalszym ciągu smacznie sobie spała.
- Niestety, ale ona nie będzie mogła tutaj od dziś mieszkać, ponieważ wszystko nie jest jeszcze uszykowane - wyjaśnił cicho, bawiąc się nerwowo swoimi dłońmi.
     Co? O czym on do cholery mówił? Przecież na dzisiaj miało być wszystko gotowe! Przecież dzisiaj Cassie miała już mieszkać ze mną, kurwa. Miał mi z tym pomóc, żebym mógł się z tym wszystkim wyrobić na czas, a tymczasem on oznajmia mi, że dzisiaj jest to niemożliwe, aby przyszła pani Bieber zamieszkała w tym domu.
     Zacisnąłem pięści wściekły. Mój oddech przyspieszył. Oczy stały się czarne niczym węgiel. Mój kumpel doskonale wiedział, że nie można było przebywać ze mną w jednym pomieszczeniu, kiedy jestem zły. Nie, zły to za delikatne określenie. Kiedy jestem wkurwiony nie należy się do mnie zbliżać. Wtedy najlepiej po prostu odejść ode mnie jak najdalej. Tak też zrobił John. Po prostu poszedł do kuchni, omijając mnie szerokim łukiem.
     I co teraz? Cassie nie może tu zostać. Jeszcze nie wszystko jest gotowe. Muszę w pełni ogarnąć jej pokój, a także cały dom, gdyż wszędzie walały się jej zdjęcia, narkotyki, pistolety. Musiałem zamontować też kamery w jej pokoju, aby móc obserwować ją przez cały czas.
     Kurwa, mogłem lepiej wszystkiego dopilnować, ale nie. Ja się uparłem. Jak zawsze zresztą. O tak, śmiało sam mogę stwierdzić, że należę do tych upartych osób i zawsze też musi być po mojej myśli, bo jeśli tak nie jest to wtedy oczywiście jest kurewsko źle.
     W pewnym momencie zauważyłem jak moja księżniczka zaczyna się powoli budzić. Nie miałem czasu, aby wynieść ją z domu. Musiałem zejść tam. Do piwnicy. Do piwnicy, w której trzymałem kobiety w ciasnych i małych klatkach. Uwielbiałem je poniżać, zadawać im ból. To było coś wspaniałego... Kiedy krzyczały moje imię z bólu i cierpienia, a także z wściekłości i obrzydzenia co do mojej osoby. Później oczywiście, gdy jakaś mi się znudziła to po prostu je sprzedawałem albo zabijałem je dla własnej satysfakcji. Przykro mi było, że moja mała dziewczynka będzie musiała przebywać jakiś czas z nimi. Cóż, z przyjemnością dotrzymam jej towarzystwa oraz wszystko wyjaśnię i pokażę, że jestem zdolny do wszystkiego. Dosłownie.

~*~

Witam po długiej nieobecności, która była spowodowana między innymi tym, że nie miałam zupełnie weny na to opowiadanie. Nie umiałam też przelać słów na papier, jak to się mówi. Pisałam ten rozdział kilka dni - codziennie po trochu. Przepraszam, że jest on taki krótki, ale mam nadzieję, że mimo wszystko cieszycie się, że on się [w końcu] pojawił. Cieszę się z tego, bo moja wena powróciła i mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie i nie odejdzie ode mnie szybko.
Bardzo proszę o komentarze, gdyż motywują mnie do dalszego pisania!
Do następnego! :3

niedziela, 15 stycznia 2017

Informacje

Witam!
Mam kilka informacji dla Was:
- PIERWSZA: założyłam Twittera, na którym z chęcią popiszę ff, więcej informacji znajduje się w przypiętej wiadomości: https://twitter.com/malikFFbieber

- DRUGA: zapraszam na pierwszy rozdział mojego kolejnego ff o Justinie: jb-revenge.blogspot.com/2017/01/rozdzia-1.html

- TRZECIA: zupełnie nie mam pojęcia kiedy pojawi się rozdział 10 tego ff. Chodzi o to, że nie mam pomysłu na to, co może w nim się dziać, ale może Wy macie jakiś pomysł? Jeśli tak, to proszę przedstawić go w komentarzu.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Rozdział 9 - Anioł Stróż

      Nie mogłam w to uwierzyć. Było to całkiem prawdopodobne, że Nieznany wiedział, iż nie ma mnie w domu. Odetchnęłam z ulgą. Czy to oznaczało, że mój Anioł Stróż mnie szukał? Wszystko na to wskazywało, bo zawsze do mnie dzwonił, gdy nie było ze mną dłuższego kontaktu.
     Mimo wszystko byłam na niego trochę zła - gdyby nie zadzwonił, mulat w dalszym ciągu by nie wiedział, że mam przy sobie telefon, a wtedy mogłabym się z nim skontaktować. Jednak wyszło jak wyszło. Nic nie mogłam na to poradzić. Widocznie los tak chciał. Miałam nadzieję, że uda mi się stąd jakoś uciec.
- Nadal twierdzisz, że nie masz z nim kontaktu? - syknął brunet, chwytając mnie za rękę i wbijając paznokcie w skórę. Zacisnęłam zęby, aby nie krzyknąć bólu. Kiedy poluźnił uścisk, z mojego przedramienia zaczęła lecieć krew.
- O-on ma na imię J-Justin? - wyszeptałam, marszcząc brwi. Skąd mogłam to wiedzieć? Nieznany nigdy nie zdradził mi swojego imienia, więc było one dla mnie zwykłą zagadką.
- Tak, kurwa, tak! - warknął wściekły, szarpiąc mnie za ramię.
     Otworzyłam usta, aby coś już powiedzieć, lecz nim zdążyłam mruknąć chociażby jedno słowo, poczułam piekący ból na moim prawym policzku. Do oczu momentalnie naszły mi łzy, które za wszelką cenę próbowałam powstrzymać. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji.
- Zamknij się - powiedział przez zaciśnięte zęby, po czym nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył urządzenie do ucha.
     Przełknęłam głośno ślinę. Miał zamiar rozmawiać z Justinem, jak się okazywało. Nie miałam pojęcia co ich łączyło, kim dla siebie byli. Przyjaciółmi? A raczej: byłymi przyjaciółmi? Chciałam wiedzieć jak najwięcej, ale mężczyzna nie chciał mi nic powiedzieć. Jak mogłam to z niego wyciągnąć?
- Nie, to nie Twoja perełka - prychnął z pogardą, słuchając odpowiedzi swojego rozmówcy. - Oczywiście, że ją mam. Doskonale wiesz za co. Nie udawaj głupiego. Nie obchodzi mnie to, że ją kochasz. Ja też kochałem Gigi, wiesz? - syknął, zaciskając pięści ze złości. - I co zrobiłeś?! Zabiłeś ją! Na moich oczach! Chcę zemsty - oświadczył, uśmiechając się szeroko, ukazując swoje idealnie proste i równe zęby. - Ja zrobię to samo, co Ty zrobiłeś mojej narzeczonej. Zabiję Twoją niunię. Zależy mi na tym, abyś to widział, więc nagranie prześlę Ci już wkrótce, jasne? Życzę Ci już teraz miłego seansu! - krzyknął ze śmiechem, rozłączając się. Wyjął kartę z mojego telefonu, po czym przełamał ją na pół, a telefon rzucił o ścianę, który z głośnym hukiem wylądował na podłodze w kilku częściach.
     Patrząc cały czas na mnie, wyciągnął coś ze swojej saszetki. Dostrzegłam, że było to nic innego jak ostry nóż. Przełknęłam głośno ślinę. Bałam się. Nie wiedziałam do czego był mu on potrzebny. Zdziwiłam się faktem, gdy mężczyzna podszedł do mnie od tyłu i przejechał ostrzem po sznurze, którym miałam związane ręce. Moje nadgarstki stały się wolne, a ja poczułam niesamowitą ulgę, ale tylko na chwilę, ponieważ w ułamku sekundy zostałam złapana i pociągnięta za włosy tak, że upadłam na podłogę. Oprawca usiadł na moich biodrach i chwycił moje dłonie. Spojrzałam na niego z przerażeniem, próbując się jakoś podnieść, jednak każda moja próba była nieudana.
- To nie koniec tego wszystkiego - mruknął, pochylając się nade mną. Zamknęłam oczy, nie chcąc go widzieć. Nie chciałam widzieć mojego koszmaru. Poczułam jego ciepły oddech na moim nadal piekącym policzku, a następnie jego usta zaczęły składać mokre pocałunki na mojej szyi. Wzdrygnęłam się z obrzydzenia, a jeszcze bardziej zaczęłam się go brzydzić, kiedy wsunął rękę pod moją bluzkę. Jego duża dłoń wylądowała na moim płaskim brzuchu. Podwinął materiał do góry, a na moim ciele wystąpiła gęsia skórka.
- Zostaw mnie - warknęłam zła. Pozwalał sobie na za dużo, o wiele. Już dawno przekroczył pewne granice. Nie miałam zamiaru czuć na sobie jego dotyku, który tylko przyprawiał mnie o nieprzyjemne dreszcze.
- Co Ty powiedziałaś, kurwa? - syknął, chwytając moją twarz w swoje dłonie, przez co gwałtownie otworzyłam oczy. - To ja tu wydaję rozkazy - prychnął, ściskając policzki. - Nie pamiętasz? Mam ci to może przypomnieć, hm? Zobaczymy czy wtedy będziesz taka odważna.
- N-nie, przepraszam - szepnęłam, patrząc mu w oczy niewinnie.
     Mężczyzna zaśmiał się.
- Już za późno - puścił mi oczko, po czym wyprostował się. Myślałam, że ze mnie łaskawie zejdzie, ale nic z tego. Zamiast tego, czego pragnęłam, jednym zwinnym ruchem zerwał ze mnie bluzkę, po czym podniósł się trochę i zsunął spodenki. Rzucił moje ubrania w bliżej niezlokalizowane miejsce. Spojrzałam w jego oczy, w których widziałam tylko jedno. Pożądanie.
     Wiedziałam doskonale co chciał zrobić - nie byłam głupia. Położył obie dłonie na moich piersiach i zaczął je masować. Dziękowałam Bogu, że miałam na sobie chociażby tylko bieliznę.
     Zdjął jedną dłoń i zaczął ją kierować w stronę zapięcia od stanika. W myślach zaczęłam się modlić. Modliłam się o to, aby ktoś - ktoś dobry - zjawił się tu i mi pomógł. Niczego innego więcej nie chciałam. Moje prośby zostały wysłuchane.
     Nagle rozległ się dźwięk otwieranych drzwi, więc zaciekawiona spojrzałam w tamtym kierunku. Moim oczom ukazała się wysoka i szczupła rudowłosa kobieta, która była skąpo ubrana. Wpatrywała się w mulata z szerokim uśmiechem, a w jej szczęśliwych oczach można było dostrzec promienne iskierki.
- Misiu, widzę, że jesteś zajęty, ale dla mnie chyba zrobisz wyjątek i zajmiesz się mną pierwszą, prawda? - zatrzepotała rzęsami, co dało się bez żadnego problemu zauważyć, gdyż były bardzo widoczne. - Nie pamiętasz? Miałam przecież przyjść - zachichotała, poprawiając swoje długie włosy.
- Ależ oczywiście - zaśmiał się mężczyzna, tym samym schodząc ze mnie, na co odetchnęłam z ulgą. Kiedy zaczął się kierować w stronę kobiety, przeniosłam się do postawy siedzącej i przyglądałam całej tej scenie. - Widzisz? - spytał, odwracając się w moją stronę i obejmując  rudowłosą. - Ona jest chętna. Powinnaś brać z niej przykład - puścił mi oczko, po czym razem z kobietą wyszedł, zostawiając mnie tym samym samą.
     Zdawałam sobie sprawę z tego, że to nie koniec. Wiedziałam, że jeszcze do mnie przyjdzie i się mną zajmie. A o ucieczce nie było mowy - nie miałam zamiaru ryzykować. I tak bym nie zdołała uciec. Złapałby mnie, a później byłoby jeszcze gorzej. O wiele gorzej.
     Powoli wstałam, przytrzymując się krzesła, aby nie upaść, ponieważ było mi słabo z tego wszystkiego. Zaczęłam rozglądać się po całym pomieszczeniu, w celu znalezienia swoich ubrań. Po chwili udało mi się to, więc przeszłam na drugi koniec piwnicy, gdzie się one znajdowały. Podniosłam je z podłogi i szybko na siebie założyłam.
     Usiadłam w kącie na zimnej podłodze. Nogi zgięte w kolanach przyciągnęłam do siebie i oplotłam je rękoma, aby było mi choć trochę cieplej. Zaczęłam się powoli kołysać, patrząc w podłogę. Byłam bezradna. Nie wiedziałam co robić. Chciałam wydostać się stąd jak najszybciej.
     Byłam bardzo wdzięczna kobiecie, która tutaj przyszła. To dzięki niej nie doszło do czegoś więcej. Do czegoś, czego później bym tak cholernie żałowała. Dzięki niej zyskałam trochę czasu, aby przemyśleć to i owo. Podczas, gdy oni się pieprzyli, co słyszałam, postanowiłam, że niezależnie od tego, jakie będą tego konsekwencje - spróbuję stąd uciec raz na zawsze. Brunet był teraz zajęty rudowłosą, więc na pewno nie zauważy tego, że wyszłam z piwnicy.
     Wstałam z bladym uśmiechem i niepewnym krokiem podeszłam do drzwi, które okazały się być otwarte. Kiedy już chciałam wyjść - rozległ się głośny strzał, przez co aż podskoczyłam z przerażenia. Szybko weszłam z powrotem do piwnicy i zamknęłam za sobą drzwi. Panikując, podbiegłam do ciemnego kąta, w którym wcześniej siedziałam. Na szczęście światło nie sięgało do tego miejsca, więc byłam niemal niewidoczna. Ukucnęłam, patrząc przez cały czas na drzwi.
     Zaczęły padać kolejne strzały, więc czym prędzej zakryłam uszy dłońmi. Bałam się jak nigdy dotąd. Bardziej nawet niż mulata. Chciałam, by ten koszmar skończył się jak najszybciej. Chociaż... Jeśli i tak miałabym być zabita - co obiecał mi brunet - to już z pewnością wolałam zginąć, dostając kulką w głowę.
- Gdzie ona jest?! - wydarł się jakiś mężczyzna o zachrypniętym głosie. Domyśliłam się, że chodziło mu o mnie.
     Usłyszałam kolejne strzały, po czym dźwięk, jakby ktoś wybił okno. Zamknęłam oczy i położyłam się na chłodnej podłodze. Skuliłam się. Miałam nadzieję, że mnie nikt nie znajdzie. W tamtej chwili chciałam stać się zupełnie niewidzialna.
     Nagle usłyszałam wyraźne ciężkie kroki, który zbliżały się do piwnicy. Chwilę później do moich uszu dotarł dźwięk otwieranych drzwi. Byłam pewna, że do pomieszczenia weszła tylko jedna osoba, która zmierzała prosto w moją stronę. Poczułam jak ten ktoś dotyka delikatnie mojego ramienia, więc przerażona i odruchowo otworzyłam oczy. Od razu spojrzałam na tego kogoś. Okazał się to być mężczyzna, tylko tyle póki co mogłam stwierdzić ze względu na panujący tu mrok.
- Nie bój się - powiedział cicho, patrząc na mnie z troską. - To ja, Nieznany - wyznał, a mnie zaczęło kręcić się w głowie. Czyli to był on. Szukał mnie, znalazł mnie. Czy byłam jednak bezpieczna? Czy nie chciał mi nic złego zrobić? W końcu go nie znałam, nie miałam pojęcia jaki jest.

 ~*~
Tak prezentuje się rozdział 9.
Bardzo proszę o komentarze, gdyż motywują mnie do dalszego pisania!
PS: jeśli macie jakieś własne pomysły co do mojego ff - śmiało możecie je napisać! ;)

niedziela, 8 stycznia 2017

Nowe ff + info o rozdziale!

Chciałabym Was zaprosić na nowe ff!
🌹 http://my.w.tt/UiNb/aOH9lX59Lz
Już jest prolog, a jutro pojawi się rozdział pierwszy!
🌹 http://my.w.tt/UiNb/53tc8G99Lz
To ff piszę z jelenwxz - Marta też dodaje u siebie rozdziały, jeśli chodzi o to ff, więc możecie czytać je, dawać gwiazdki oraz komentować także u niej! 💕 Już pojawił się prolog!
Jeśli chodzi o to ff - rozdział zacznę pisać już dzisiaj, a skończę pisać jutro i dodam go od razu po napisaniu 💕

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Rozdział 8 - Mulat

     Kiedy się obudziłam, natychmiast otworzyłam oczy, lecz nie mogłam niczego dostrzec, ponieważ było bardzo ciemno. W dodatku zimno. Nie wiedziałam gdzie się znajduję. Miałam tylko nadzieję, że jakimś cudem uciekłam mulatowi. Jednak tak nie było. I przekonałam się o tym po chwili.
     Usłyszałam dokładnie jak ktoś przekręca klucz w drzwiach, a następnie je otwiera i wchodzi do środka. Zapalił jedną lampkę, ale rzucała ona tak mało światła, że nie mogłam zobaczyć całego pomieszczenia. Z góry zakładałam, że znajduję się w piwnicy. To dlatego było mi tak zimno.
     Spojrzałam na tego kogoś i dostrzegłam, że był to mulat. Cholera, dlaczego Nieznany nic z tym nie zrobił? Przecież pisał mi, że mnie kocha. Gdyby tak było to by mi pomógł, prawda? Chociaż? Pewnie chciał sobie pożartować ze mnie, a teraz miał pewnie ubaw, że trafiłam tu...
     Mężczyzna z szyderczym uśmiechem podszedł i usiadł obok mnie. Dłoń położył na moim biodrze, a przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Bałam się go, to prawda. Nie wiedziałam kim jest i z jakiego powodu mnie tutaj trzymał. Miałam nadzieję, że po prostu będę sobie tutaj leżała, a on nawet mnie nie tknie. Najwyraźniej się przeliczyłam.
- Widzę, że już się obudziłaś, księżniczko - powiedział zachrypniętym głosem i swoją dłoń, którą trzymał na moim biodrze przeniósł na moją pierś. Spojrzałam na niego przerażona, przełykając głośno ślinę. Zaśmiał się, widząc moją reakcję. Widocznie go to satysfakcjonowało.
- Kim jesteś? - spytałam cicho, zdejmując jego rękę ze swojego ciała. Nie spodobało mu się to, bo chwycił mnie mocno za nadgarstek.
- Mam na imię Zayn - zachichotał, puszczając mi oczko. - Ty jesteś Cassie, nie wiem czy wiesz? - parsknął śmiechem. Gdyby była to inna, jakaś przyzwoita sytuacja, normalnie przewróciłabym oczami, ale sprawa wyglądała nieco inaczej niż bym chciała.
- Nie znam cię - powiedziałam, marszcząc brwi.
- Och, wiem to - zaśmiał się i chwycił mój podbródek, więc byłam zmuszona na niego spojrzeć. - Justina też jeszcze nie znasz, prawda? - zapytał ciekawy, bacznie mi się przyglądając.
     Posłałam mu pytające spojrzenie. Najwyraźniej nie wiedział też tego, że ledwo co się dopiero tutaj przeprowadziłam. W ogóle o kim on mówił?
- Jakiego Justina? - spytałam zagubiona. - Nikogo  tutaj nie znam, naprawdę. Nic też złego nie zrobiłam, więc zupełnie nie rozumiem... dlaczego tutaj jestem?
     Mężczyzna westchnął i przeniósł dłoń na mój policzek, po czym mocno go ścisnął, przez co z moich ust wyrwał się cichy jęk.
- Właśnie z jego powodu - westchnął.
- Ale ja nie mam z nim nic wspólnego - zauważyłam.
- Wiesz, on tak nie twierdzi - prychnął, posyłając mi pobłażliwe spojrzenie. - Koniec tego niepotrzebnego pierdolenia, jasne? - warknął, a ja aż podskoczyłam, zupełnie się tego nie spodziewając. - Trzeba jak najszybciej przejść do działania, a nie. Nie będę ukrywał. Muszę Cię zabić, a wszelkie zdjęcia i nagrania wysłać jemu, żeby zobaczył jak cierpisz, żeby poczuł się tak, jak cierpiałem ja i najbliższa mi osoba. Chcę zemsty - mruknął to takim tonem, że spojrzałam na niego przerażona. Wiedziałam, że nie żartuje. Chciał coś mi zrobić, a ja nie wiedziałam co. Jednak jedno było pewne - to nie miało być ani trochę przyjemne.
- Ale ja naprawdę nie mam z nim żadnego kontaktu! - krzyknęłam, chcąc się spróbować jakoś tym obronić.
- Masz - syknął, po czym wstał i mocno schwycił, a następnie pociągnął za moje włosy do góry, chcąc, abym wstała. Powoli wykonałam jego rozkaz, co najwyraźniej nie za bardzo mu się spodobało, ponieważ mocno mnie popchnął. Moje plecy zetknęły się z chłodną ścianą. Poczułam ból, lecz nie przejęłam się nim, tylko od razu spojrzałam na mulata. Zmarszczyłam brwi, widząc co robi. Zapalił mocne światło, przez co na moment musiałam przymknąć powieki. Kiedy otworzyłam oczy wszystko było już przygotowane - krzesełko, które stało przy ścianie na wprost od drzwi. Światło idealnie padało właśnie na mebel, więc było dokładnie widoczne. Niedaleko, na przeciwko krzesła znajdował się statyw z aparatem.
     Przełknęłam głośno ślinę, spoglądając na Zayna, który nawet nie wiadomo kiedy, znalazł się przy moim boku. Nim zdążyłam coś z siebie wydusić, przerzucił mnie sobie przez ramię, po czym podszedł do krzesła i posadził mnie na nim, ale nie delikatnie, tak jak bym chciała.
     Dostrzegłam, że wyciągnął z kieszeni bluzy gruby sznur. Związał mi nim mocno ręce, a następnie nogi, które jeszcze przywiązał do krzesła.
- Na razie to będzie tylko taka zabawa - oznajmił z szyderczym uśmiechem. - Chcę mu po prostu pokazać jak cierpisz - wyjaśnił, włączając kamerę, po czym to samo zrobił też z aparatem, który był umieszczony w statywie. - Widzisz, Bieber? - zaczął mówić do urządzenia. - Mam ją, a teraz patrz jak cierpi - zaśmiał się złowrogo, po czym podszedł do mnie z kamerą. Nie wiedziałam kim jest ten cały Justin czy Bieber, ale wiedziałam to, że nienawidzę go tak bardzo jak tego mulata.
     Popatrzyłam błagalnie w ciemne oczy mężczyzny, chcąc, aby mi darował. Nie miałam pojęcia dlaczego to ja mam być jedną z kart w jego grze, skoro nie miałam z nikim nic wspólnego. Znałam tylko Jake'a, który w dalszym ciągu leżał w szpitalu przez Nieznanego...
     I nagle zaczęłam łączyć fakty. Czy Nieznany to ta sama osoba co Justin? To on do mnie wypisuje? A może któryś z jego kolegów? Justin znał Zayna? Skąd? Kim dla siebie byli? W co byłam wmieszana ja?
     Z zamyślenia wyrwał mnie ogromny ból, który spowodował, że zrobiło mi się aż słabo i ciemno przed oczami. Łzy niekontrolowanie zaczęły spływać po moich policzkach, a ja krzyknęłam z tego wszystkiego. Spojrzałam załzawionymi oczami na mulata, który w ręku trzymał sporych rozmiarów bat, którym zadał cios w moje uda. Bicz miał jeszcze doczepiane jakieś dziwne, małe, ale ostre igiełki. Na moje nieszczęście miałam założone bardzo krótkie spodenki, przez co widziałam jak z ran zaczęła wypływać krew. Zamknęłam oczy, ponieważ to tak niemiłosiernie piekło. Jeśli to tak ma wyglądać to chyba chciałabym umrzeć. Teraz, aby nie znosić tego bólu.
     Nagle rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu. Od razu rozpoznałam, że to był mój telefon, więc otworzyłam oczy i spojrzałam na swoje spodnie, w których w kieszeni znajdowała się moja własność. Czy ten palant był na tyle głupi, by nie zabrać mi tego telefonu? Co z niego za...
     Jednak byłam też bardzo wściekła na tego kogoś, kto do mnie wydzwaniał. Gdyby siedział cicho, a mulat by gdzieś poszedł, mogłabym skontaktować się pierwszą lepszą osobą, jaką znałam i poprosić o pomoc.
- Cholera - mruknął pod nosem brunet, po czym szybkim ruchem wyciągnął mój telefon z kieszeni, a następnie spojrzał na wyświetlacz i uśmiechnął się, po czym obrócił urządzenie tak, że teraz to ja widziałam jego ekran. Kiedy spojrzałam w niego i zobaczyłam kto dzwoni - zamarłam. Dzwonił mój Anioł Stróż.

~*~
Jeju, przepraszam Was bardzo!
Wiem, miałam dodać wtedy trzy rozdziały, ale rozchorowałam się.
Nie przewidziałam tego, ale mimo wszystko - przepraszam.
Obiecuję Wam to jakoś wynagrodzić, naprawdę.
Do następnego! ;*

piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział 7 - Błąd

     Postanowiłam na chwilę zapomnieć o tym wszystkim i tak po prostu się wyluzować. Dałam ponieść się muzyce, przez co mój taniec z zielonookim brunetem był dość erotyczny. Może przez wypicie tego jednego drinka stałam się tak jakby odważniejsza? Chyba tak, bo gdyby było inaczej to z pewnością nie posunęłabym się do wielu czynów, jakie wyprawiałam podczas tańca.
     Po kilku przetańczonych piosenkach, oznajmiłam chłopakowi, że idę się czegoś napić i chwilę odpocząć. Tak więc udałam się do baru i zamówiłam sobie kolejnego drinka, tym razem mocniejszego. Wyjęłam telefon z torebki, chcąc zobaczyć która jest godzina, ale w tym samym momencie zaczął do mnie dzwonić Nieznany.
     Uznałam, że lepiej będzie, jeśli wyjdę na chwilkę na zewnątrz, więc tak też zrobiłam. Wyszłam z klubu i momentalnie uderzyło we mnie chłodne i świeże powietrze. Od razu poczułam się lepiej. Cóż, w środku było strasznie duszno i gorąco.
     Usiadłam na pobliskiej ławeczce, która znajdowała się przed klubem. Założyłam nogę na nogę, po czym wzięłam głęboki wdech, zastanawiając się czy aby na pewno dobrze zrobię, jeśli odbiorę ten nadal dzwoniący do mnie telefon. Ostatecznie ciekawość wzięła nade mną górę i gdy już chciałam nacisnąć zieloną słuchawkę, Nieznany przerwał połączenie.
     Prychnęłam cicho i spojrzałam w wyświetlacz. Przewróciłam oczami, widząc nieodczytane wiadomości. Ech, ile tego było. Czy to mu się nie nudziło?
Nieznany: Kurwa, denerwuje mnie ten barman!
Nieznany: I ten drugi typ też!
Nieznany: Ja pierdolę, Ty idziesz z nim tańczyć?
Nieznany: Boże, Cassie! Czy Ty nie widzisz, że gościu jest nawalony w cztery dupy?! Jeszcze Ci coś zrobi, do jasnej cholery!
Nieznany: Cholera, jestem zazdrosny!
Nieznany: Kurwa, już się nie mogę doczekać, kiedy my tak będziemy tańczyć.
Nieznany: Wiedz, że jak tylko się spotkamy, czeka Cię kara.
Nieznany: Może raczyłabyś mi odpowiedzieć na jeden pieprzony sms?
     Westchnęłam cicho, czytając dokładnie wiadomości. Ten koleś ewidentnie coś do mnie czuł. Nie potrafiłam jednak zrozumieć dlaczego. Przecież nawet się nie znaliśmy, a on się zachowywał jakbym była jego własnością. Przerażała mnie myśl, że on faktycznie może tak myśleć. Mógł sobie coś ubzdurać, że jestem tylko i wyłącznie jego. Wszystko na to wskazywało.
Ja: Spokojnie. Nie denerwuj się tak. Już Ci na wszystko odpisuję.
Nieznany: Łatwo Ci mówić! Nawet nie wiesz jak się o Ciebie martwiłem!
Ja: Ta, dobra. Po pierwsze: wkurzasz to mnie tylko i wyłącznie Ty.
Nieznany: Niby czym Cię wkurzam?
Ja: Może tym, że wpieprzasz się w moje życie? Powinieneś zostawić mnie w spokoju i zająć się swoim pieprzonym życiem. Chociaż wnioskuję, że jest ono nadzwyczaj nudne, skoro interesujesz się życiem innej osoby.
Nieznany: Kocham Cię. Tak cholernie mocno Cię kocham, księżniczko.
Ja: Nie. Nie możesz mnie kochać. Nie znasz mnie.
Nieznany: Mogę. Kocham Cię. Znam Cię doskonale. Ty mnie nie, ale to się niedługo zmieni. Obiecuję Ci to.
Ja: Ty chyba czegoś nie rozumiesz.
Nieznany: Czego?
Ja: To MOJE życie, Ciebie w nim NIE MA.
Nieznany: Wiesz, że mnie ranisz?
Ja: A Ty to mnie nie?
Nieznany: Wiem, Cassie. Wiem, że ciągle Cię ranie. Przepraszam Cię za to, ale ja nic nie poradzę na to, że Cię kocham nad życie.
Ja: Przestań. Ja wiem swoje, Ty wiesz swoje. Jesteś psychopatą.
Nieznany: Mam na Twoim punkcie obsesję.
Ja: Obsesję?
Nieznany: Dokładnie tak. Wszystko już planuję na Twój przyjazd do mojego domu. Nie mogę się doczekać aż będę mógł Cię przytulić, kruszynko.
Ja: Jaki przyjazd? Nigdzie nie przyjadę.
Nieznany: Spokojnie, i tak nie będziesz miała nic do gadania.
     Chciałam mu odpisać, ale otrzymałam kolejną wiadomość, która bardzo mnie zaniepokoiła i przeraziła.
Nieznany: Cholera, Cassie. Biegnij do klubu! Szybko!
     Nie miałam pojęcia o co mu chodzi i dlaczego każe mi wejść do środka. Myślałam, że będzie wolał, abym trzymała się z dala od tych wszystkich mężczyzn. Ale zamiast uciekać, tak jak kazał mi Nieznany, to cały czas siedziałam na ławce. Byłam po prostu sparaliżowana strachem, nie wiedziałam co się dzieje.
     I po chwili doskonale zrozumiałam dlaczego miałam uciekać. W moją stronę szedł mulat. Dokładnie ten sam, co wczoraj mnie zaczepił. Przełknęłam głośno ślinę i powoli wstałam z ławki, nie spuszczając swojego wzroku z mężczyzny. Wyglądał naprawdę groźnie. Miał czarne włosy, które były starannie ułożone. Był ubrany w czarną skórzaną kurtkę, która dodawała mu drapieżności oraz w ciemne spodnie, które miały dokładnie taki sam kolor co kurtka.
     Spojrzałam na moment na drzwi od klubu. Tak właściwie to nie znajdowały się aż tak daleko. Może udałoby mi się dobiec?
     Kiedy chciałam zacząć biec, poczułam jak mężczyzna wytrąca z mojej dłoni telefon, który spada na ziemię. Odruchowo schyliłam się i wzięłam go do ręki, po czym spojrzałam na ekran. Świetnie, będzie czekała go naprawa.
     Poczułam jak mulat chwyta moje włosy i szarpie nimi do góry, chcąc abym wstała. Z moich ust wydobywa się cichy jęk. Posłusznie wstałam i spojrzałam na niego z przerażeniem. Jego ręka spoczęła na moim ramieniu. Trzymał mnie mocno, nie byłam więc w stanie uciec.
- Pójdziesz ze mną teraz grzecznie do samochodu, jasne? - spytał, patrząc mi w oczy. Drugą dłoń położył na moim policzku.
- Nie - wyszeptałam z chrypką, więc chrząknęłam.
     Chciałam wyrwać się z jego mocnego uścisku. Mogłam posłuchać wtedy Nieznanego. Mimo wszystko on chciał dla mnie dobrze, prawda? Może nie zawsze to okazywał, ale teraz?
     Na wszelki wypadek schowałam telefon do torebki, którą przerzuciłam sobie przez ramię. Mógł mi się on przydać. Czy gdybym skontaktowała się z Nieznanym to pomógłby mi? Chociaż, może bałby się, że to jemu coś się stanie? A co z tymi dwoma typkami, którzy wczoraj zjawili się w odpowiedniej chwili? No, gdzie oni są? Dlaczego nie może ich przysłać po raz kolejny? Teraz też by się przydali.
- Kurwa mać! - wrzasnął mulat, a ja aż podskoczyłam ze strachu. - To ja tu dyktuję zasady, nie pamiętasz?! -chwycił mnie obiema rękami za ramiona i mocno mną potrząsnął. - Rób to, co Ci każę! Inaczej jeszcze bardziej pożałujesz tego wszystkiego! Tak samo Justin! - syknął przez zaciśnięte zęby.
     Pozostały mi dwie opcje - po pierwsze: mogłam się bronić, mogłam spróbować uciekać; po drugie: mogłam mu się oddać i pozwolić na wszystko, byleby bardziej nie cierpieć. Ostatecznie wybrałam pierwszą opcję. Wydawała mi się o wiele lepsza od tej drugiej.
- Pomocy! - wydarłam się tak głośno jak tylko mogłam, lecz od razu tego pożałowałam. Poczułam ogromny ból na lewym policzku. Spojrzałam na mulata ze łzami w oczach, ale on się tylko uśmiechnął. Najwyraźniej to wszystko sprawiało mu ogromną satysfakcję i radość.
     Zobaczyłam, że wyciąga z kieszeni jakąś szmatkę. Zanim przyłożył mi ją do twarzy, chciałam jakoś zareagować, jednak nie zdążyłam.
     To był błąd. Przyjście do klubu było błędem. Cholernym błędem. Gdybym mogła cofnąć czasu, z pewnością posłuchałabym się mojego Anioła Stróża. Zamknęłam oczy i automatycznie nastała ciemność...

czwartek, 29 grudnia 2016

Rozdział 6 - Nowe hobby

     Przez całą drogę do domu przychodziły do mnie wiadomości, lecz ignorowałam je tak jak wcześniej. Z tym faktem, że w ogóle ich nie czytałam. Póki co nie miałam nawet takiego zamiaru. To, co zrobił Nieznany było okrutne. Nie chciałam go w tamtym momencie znać, to wszystko. Był niebezpieczny i nieobliczalny, a także zdolny do wszystkiego. Nie miałam zamiaru się go słuchać. Jest dla mnie nikim. Nie znam go, nigdy nawet nie widziałam. Nie rozumiałam czego ode mnie chciał, po co do mnie pisał. Jednak musiał czegoś chcieć skoro do mnie pisał, a także martwił się o mnie. Szkoda tylko, że mnie ranił. Mnie i moich najbliższych.
     Nim się obejrzałam, a byłam już w domu. Od razu udałam się do swojego pokoju. Podeszłam do szafy i otworzyłam ją. Wyciągnęłam wszystkie sukienki, jakie miałam i położyłam je na łóżku. Oglądałam każdą z uwagą, zastanawiając się, którą z nich założyć.
     W końcu zdecydowałam się na śliczną czerwoną sukienkę, która była bardzo krótka - ledwo zasłaniała to, co miała. Uśmiechnęłam się zwycięsko i schowałam resztę z powrotem do szafy. Akurat w  tym samym momencie po raz kolejny otrzymałam wiadomość. Postanowiłam, że tym razem chociaż odczytam te wszystkie sms-y i ewentualnie odpiszę. Miałam ochotę go jeszcze trochę podenerwować. Mogłoby to być nawet moje nowe hobby.
     Wyciągnęłam telefon z kieszeni i weszłam w nieodczytane wiadomości od niego.
Nieznany: Masz mi w tej chwili powiedzieć, co chcesz zrobić!
Nieznany: Co Ty kombinujesz, Cassie?
Nieznany: Czy Ty się gdzieś wybierasz? Dokąd?
Nieznany: Nie ubieraj tej sukienki, zrozumiano?
Nieznany: Jest za mała.
     Zaśmiałam się, czytając ostatniego sms-a. Miałam po dziurki w nosie tego, czego on akurat chciał i tego, czego ode mnie oczekiwał. Postanowiłam, że już nie będę tą grzeczną dziewczynką. Można powiedzieć, że to przez niego tak drastycznie szybko się zmieniłam. Cóż, czasem trzeba.
Ja: Małego to Ty możesz mieć kutasa :)
Nieznany: Pff, chodziło mi o to, że jest za krótka.
Ja: No, no. Tak to się teraz mówi.
Nieznany: Gdzie się wybierasz?
Ja: Jak najdalej od Ciebie.
Nieznany: Nie pyskuj mi, jasne?
Ja: Nie.
Nieznany: Dlaczego się tak zachowujesz? Dlaczego jesteś dla mnie taka niemiła?
Ja: I Ty się jeszcze pytasz? Widać, że inteligencji Ci brakuje.
Nieznany: Kurwa, przestań.
Ja: Jakie biedactwo.
Nieznany: Zamknij się. Nie pisz do mnie w ten sposób, do cholery! Bo inaczej pożałujesz.
Ja: Nie boję się Ciebie.
Nieznany: Nie?
Ja: Nie.
Nieznany: Jeszcze pożałujesz swoich słów.
     Przewróciłam oczami, kiedy przeczytałam tego sms-a, po czym odłożyłam telefon na szafkę, zgarnęłam sukienkę z łóżka i poszłam z uśmiechem do łazienki, w której zaczęłam się szykować. Wzięłam szybki prysznic, następnie dokładnie wytarłam swoje ciało ręcznikiem i założyłam bieliznę, a następnie sukienkę. Zrobiłam szybki i mocniejszy makijaż niż zwykle. Włosy jedynie rozczesałam i pozostawiłam je rozpuszczone. Nie chciało mi się bawić w robienie jakichś większych fryzur.
     Na sam koniec popsikałam się perfumami i założyłam biżuterię. Założyłam swoje wysokie szpilki, a następnie wyszłam z łazienki i skierowałam się na chwilę do swojego pokoju. Wzięłam czarną torebkę i schowałam do niej pomadkę, portfel, a kiedy chciałam schować telefon, przyszła do mnie wiadomość.
Nieznany: Cholera. Tak kurewsko seksownie wyglądasz w tej sukience, ale błagam nie wychodź nigdzie...
     Chciałbyś, pomyślałam sobie i schowałam telefon do torebki. Tym bardziej chciałam wyjść - zrobić mu na złość. Niech nie myśli sobie, że zawsze będzie tak jak on chce. Musi zrozumieć, że nie jest pępkiem świata.
~*~
     Po wejściu do klubu od razu skierowałam się do baru, nie chcąc tracić czasu. Jak się bawić to na całego. Zupełnie nie będę przejmowała się konsekwencjami, które mogłyby mi się przytrafić.
     Usiadłam przy barze na jednym z kilku wolnych krzesełek barowych. Spojrzałam na przystojnego barmana, który akurat obsługiwał inną klientkę i specjalnie oblizałam usta, równocześnie stukałam paznokciami o blat, chcąc pokazać swoje zniecierpliwienie. Podziałało. Chłopak spojrzał na mnie i od razu się uśmiechnął, po czym podał swojej pierwszej klientce coś do picia, a następnie podszedł do mnie.
- Co podać tak ślicznej kobiecie? - zapytał z czarującym uśmiechem.
     Bez żadnego zastanowienia odwzajemniłam jego gest i poprawiłam włosy, przyglądając się menu. Bez wątpienia mogę stwierdzić, że mieli tu naprawdę ogromny wybór alkoholu. Zwykłe piwo, mojito, drinki, wódka, wino, whisky, shoty i wiele, wiele innych. Wszystko co dusza zapragnie. Nie wiedziałam co wybrać, więc spojrzałam na barmana i przez chwilę się zastanawiałam.
- Może na dobry początek drinka, ale słabego - zaśmiałam się cicho i uważnie przyglądałam chłopakowi jak przygotowuje go dla mnie.
     Po chwili otrzymałam już swojego drinka. Ledwo co zaczęłam go pić, a podszedł do mnie jakiś chłopak. Przyjrzałam się mu dokładnie. Może i był przystojny, ale niekoniecznie trzeźwy. Zachichotałam, widząc w jakim jest stanie. Można by rzec, że ledwo trzymał się na nogach. Jednak nie miałam zamiaru póki co go spławiać. Jeśli będzie zachowywać się w miarę przyzwoicie i nie będzie sobie na nic pozwalał to mogłam z nim rozmawiać.
- Cześć, mała - wymamrotał z uśmiechem, opierając się łokciem o blat. - Co robisz tutaj sama?
- Świetnie się bawię, chociaż jestem trochę samotna - zaśmiałam się, a chłopak mi zawtórował.
     Usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości, lecz zignorowałam ją. Czyżby napisał do mnie Nieznany? Z pewnością tak, jednak nie miałam zamiaru mu teraz odpisać. Jak kocha to poczeka, no nie?
- W takim razie z chęcią ci potowarzyszę - wymruczał, po czym zwrócił się do barmana i zamówił sobie shota. Och, czyli nie miał jeszcze dosyć? - Jak masz na imię? - spytał, kiedy odebrał swoje zamówienie.
- Cassie, a Ty? - spytałam, spoglądając w jego zielone oczy.
- Mike - powiedział z uśmiechem, wypijając szybko shota. - Zatańczysz? - spytał, ujmując moją dłoń, a ja w odpowiedzi skinęłam głową, po czym dopiłam drinka,  a następnie wstałam z krzesełka i ruszyłam w stronę parkietu, idąc obok chłopaka. Miałam dziwne uczucie, że ktoś mnie obserwuje.
     Rozglądnęłam się dookoła, ale było tu tyle ludzi, że trudno było zgadnąć kto na mnie przez prawie cały czas patrzy. Zresztą, o ile ktoś w ogóle mnie obserwował. Zapewne to tylko moja wyobraźnia, ale... Co jeśli nie?
     Co jeśli, faktycznie ktoś mnie obserwuje? Czy powinnam się go bać? Z pewnością tak. Przerażała mnie tylko myśl, że to mógł być on. Nieznany, prawda? Czy nie miał wystarczająco dużo motywów, aby mi coś zrobić? Miał, z pewnością. Nie podobało mu się to, że rozmawiałam z innymi chłopakami, a także jak się go nie słuchałam czy mu pyskowałam. To właśnie o to mógł się na mnie wkurzyć.
     Jednak czy zareagowałby jakoś nieodpowiednio przy tak licznym gronie świadków? Ludzi tu było pełno. Czy by zaryzykował? Zrobił mi coś? Uderzył?
     Miałam tyle pytań, lecz na żadne nie znałam konkretniej odpowiedzi ze względu oczywistego. Nieznany był nieobliczalny, a teraz mógł mnie obserwować. Właśnie on.
     Wszystko pięknie, ładnie, ale kompletnie nie miałam pojęcia jak ten psychol, który do mnie co chwile wypisywał wyglądał. To mógł być każdy. A może nawet to był ten chłopak, z którym szłam na parkiet? Nie wiedziałam tego, ale to mógł być on...

~*~
Obiecałam, więc dodaję! :3
Mam już napisany kolejny rozdział [7].
I zastanawiam się czy mam dodać go jeszcze dziś - jakoś tak trochę później - albo jutro tak koło 9. Taki dylemat życia :3
Jutro dodam prawdopodobnie trzy rozdziały, może więcej.
Do następnego, który nie wiem kiedy się pojawi! ;*

Rozdział 5 - Zdolny do wszystkiego

UWAGA! Bardzo proszę o to, aby każdy kto czyta moje ff pozostawił po sobie ślad  w postaci komentarza. Chciałabym zrobić dzisiaj i jutro maraton dodawania rozdziałów, ale nie wiem czy mam dla kogo? Mam wenę, że szok... :)

     Dowiedziałam się w którym szpitalu leży Jake i od razu po lekcji biologii pojechałam taksówką do szpitala. Wiem, że miałam przeznaczyć pieniądze od mamy na powrót do domu, ale chciałam ze wszelką cenę dostać się czym prędzej do szpitala.
     Przez całą drogę rozmyślałam nad tym wszystkim i doszłam do wniosku, że od momentu mojego przyjazdu tutaj przytrafiają mi się same złe rzeczy. Znaczy się, nie tylko mi, ale także tym osobom, które znam.
     Nim się obejrzałam byłam już w szpitalu. Od razu zaczepiłam pierwszą lepszą pielęgniarkę.
- Dzień dobry, gdzie znajdę mojego kolegę Jake'a... - nim zdążyłam dokończyć, kobieta mi przerwała.
- Sala 203 - odpowiedziała szybko z bladym uśmiechem, po czym odeszła. Widocznie się śpieszyła.
     Udałam się do windy, wcisnęłam odpowiedni guzik, oparłam się o ścianę i czekałam aż winda zatrzyma się na odpowiednim piętrze. Trochę się stresowałam tej rozmowy. Bałam się usłyszeć tego, co mi powie. Zupełnie nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
     Po chwili wysiadłam z windy i udałam się do sali, w której leżał chłopak. Gdy stanęłam przed drzwiami, wzięłam głęboki wdech i niepewnie weszłam do środka. Kiedy go zobaczyłam, przełknęłam głośno ślinę.
- Boże, człowieku - wyrwało mi się, a ten słysząc mój głos, odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się blado. - Co ci się stało? - spytałam, po czym podeszłam bliżej szpitalnego łóżka, na którym leżał.
- Dzięki - zaśmiał się cicho, a ja posłałam mu pytające spojrzenie, nie mogąc oderwać wzroku od jego ogromnej rany na twarzy. - Ciebie też miło widzieć.
     Przewróciłam oczami, kiedy powiedział te słowa. No tak, mimo wszystko próbował sobie żartować, aby zapewne mnie nie martwić.
- Nie zmieniaj tematu, Jake - szepnęłam. - Powiedz, kto ci to zrobił? - spytałam, patrząc mu w oczy, lecz ten szybko odwrócił wzrok, kiedy usłyszał moje pytanie.
- J-ja... - zaczął, jakby chciał odpowiedzieć konkretnie na moje pytanie, lecz w ostatniej chwili zrezygnował. - Nieważne - wzruszył ramionami.
- Nieważne? - powtórzyłam, prychając. - Ważne! Ktoś Cię pobił... - nie dane mi było dokończyć, bo mi przerwał.
- To nic takiego - odparł, a następnie chrząknął.
- Nic takiego? - zapytałam, posyłając mu gniewne spojrzenie. - Cholera, ktoś Cię pobił! A Ty mówisz, że to nic takiego! - mruknęłam zła, zerkając na jego rękę w gipsie znacząco.
     Chłopak westchnął głośno.
- Nie wiem kto mi to zrobił. Jakiś chłopak, ale nie znam go. Nie widziałem też go dokładnie, bo uwierz mi, ale działo się to wszystko bardzo szybko - wyjaśnił. - Jednak Ty chyba go znasz - dodał z grymasem na twarzy, a ja zmarszczyłam brwi. - On powtarzał Twoje imię. Chciał, żebym Cię zostawił.
     I nagle wszystko zaczęło układać się w jedną, logiczną całość. To był on. Nieznany.
Nieznany: Wiesz, że nie za bardzo podoba mi się to, że z nim rozmawiasz?
     Jasne, że mu się to nie podobało, ale przecież to była tylko zwykła rozmowa. Dlaczego nie mogłam z nim rozmawiać? Bo on tak chciał? Okej, ale za kogo on się uważa?
Nieznany: Masz przestać. Radzę ci się mnie słuchać. Odwołaj to spotkanie, proszę.
Ja: Chyba śnisz.
Nieznany: W takim razie... Szykuj się na niezły obrót akcji.
Ja: Czy Ty mi grozisz?
Nieznany: Nie, ja Cię ostrzegam.
     Teraz doskonale rozumiałam o co mu chodziło. Nie miał zamiaru zrobić mi krzywdy. Chciał po prostu nastraszyć Jake'a. Tylko dlaczego, do cholery? Przecież my tylko rozmawialiśmy.
Nieznany: [...] Ja niestety nie mogłem Cię zabrać temu typkowi, musiałem załatwić inną ważną sprawę.
Ja: Jaką?
Nieznany: Dowiesz się jutro, tak myślę. [...]
     A mianowicie chodziło mu o pobicie mojego kolegi - to było dla niego tą ważną sprawą. Teraz zaczęłam nienawidzić go jeszcze bardziej.
Ja: [...] Czy dzisiaj dowiem się o co chodzi z całą tą sprawą?
Nieznany: Tak.
Ja: Kiedy?
Nieznany: Już niedługo...
     I się dowiedziałam. Zagadka rozwiązała się sama. Miałam jedynie nadzieję, że ten typ nie zrobi już nic więcej Jake'owi i zostawi go w spokoju. Zaczęłam się coraz bardziej bać tego wszystkiego, a w szczególności Nieznanego. Był do wszystkiego zdolny.
- Ej, Cassie - z zamyślenia wyrwał mnie głos chłopaka, więc natychmiast na niego spojrzałam. - No, wreszcie się obudziłaś. Dzień dobry, śpiąca królewno - powiedział z uśmiechem, a ja przewróciłam oczami. Zazdrościłam mu tego jego poczucia humoru.
- Przepraszam, zamyśliłam się - przyznałam szczerze, uśmiechając się blado. - Naprawdę nie mam pojęcia o kogo może chodzić. Nikogo nie znam tu poza Tobą oraz klasą - skłamałam, odwracając wzrok. Dlaczego broniłam tego typa? Mogłam od razu powiedzieć o nim komuś. Mogłam iść na policję? Owszem. Mogłam, ale z pewnością miałabym jeszcze większe kłopoty. Kto wie, co wymyśliłby Nieznany.
- Spokojnie, trafił się jakiś świadek, który widział po części to całe zajście i zeznał wszystko na policji - oznajmił, a ja przełknęłam głośno ślinę. Teraz to już z pewnością będzie po mnie.
- Ehm, to dobrze - wydukałam, patrząc na swoje dłonie. Kurwa, nic nie było dobrze. Było coraz gorzej. - Przepraszam, ale muszę już się zbierać do domu, Jake. Odwiedzę Cię jutro - uśmiechnęłam się delikatnie, po czym pożegnałam z chłopakiem i wyszłam szybko ze sali, a następnie opuściłam szpital i udałam się do parku, w którym usiadłam na ławkę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i od razu napisałam do niego.
Ja: Nienawidzę cię!
     Oczywiście skurwiel odpisał mi natychmiastowo.
Nieznany: Musiałem to zrobić, wybacz.
     Och, domyślił się od razu o co mi chodziło. No tak, w końcu to on był sprawcą tego wszystkiego.
Ja: Nie musiałeś!
Nieznany: Musiałem! Mówiłem Ci, żebyś z nim nie rozmawiała!
Ja: Mówiłeś, ale ja z nim tylko rozmawiałam, do cholery!
Nieznany: Tylko?! Chyba aż!
Ja: Co to takiego, że z nim rozmawiałam?! To mój kolega!
Nieznany: Ta, kolega, który ewidentnie do Ciebie zarywa!
Ja: Traktuję go tylko i wyłącznie jako kolegę! Nie robię nic złego, ale chyba zacznę, bo już mnie wkurwiasz.
Nieznany: To Ty mnie wkurwiasz, maleńka.
Ja: Nie pisz do mnie, okej? Zostaw mnie oraz moich bliskich w spokoju. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego.
Nieznany: Przykro mi, ale nie spełnię Twoich próśb.
Ja: To są rozkazy, idioto.
Nieznany: Nie nazywaj mnie tak, bo pożałujesz.
Ja: Tak? Co mi zrobisz? Też mnie pobijesz?
Nieznany: Wiesz, że jestem zdolny do wszystkiego?
Ja: Doskonale to wiem, więc nic mnie już nie zdziwi.
Nieznany: To dobrze, że wiesz. Wkrótce się zobaczymy, ale bądź grzeczna.
Ja: Nie będziesz mi mówić co mam robić i jaka mam być.
Nieznany: Mała, nie zadzieraj ze mną i się mnie słuchaj.
Ja: Chciałbyś. Zobaczysz, że ze mną też się nie zadziera.
Nieznany: Ale się Ciebie boję.
Ja: Ach, myślisz, że tak tylko sobie piszę, tak?
Nieznany: Wiem, że tylko się ze mną droczysz.
Ja: Błędne rozumowanie. A teraz kończę. Chcę zaszaleć.
Nieznany: Co masz przez to na myśli?
Nieznany: Odpisz mi w tej chwili.
Nieznany: Cassie, do cholery! Zabraniam Ci wszystkiego! Nie rób żadnych głupot!
     Uśmiechnęłam się tylko, czytając te sms-y, lecz nic już mu nie odpisałam tylko poszłam do domu, aby się przygotować na imprezę. Miałam ochotę zaszaleć. Nie obchodziło mnie to, co się będzie działo. Będzie co będzie.
     Tylko, że później cholernie żałowałam tego, iż postanowiłam pójść do tego klubu...
---------------------------------
Hej!
Przepraszam bardzo, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale nie miałam kompletnie czasu.
Mam nadzieję, że ten rozdział się Wam podoba?
Chciałabym bardzo podziękować za wszystkie gwiazdki oraz wyświetlenia, bo zupełnie nie spodziewałam się tego, iż będzie ich tak dużo. Dziękuję! ;*

środa, 14 grudnia 2016

Rozdział 4 - Tajemnicza sprawa

     Kiedy dobiegłam do domu, odetchnęłam z ulgą. Biegnąc, ignorowałam kompletnie ludzi, na których wpadałam oraz to, że mój telefon dzwonił. Dostałam nawet kilka sms-ów.
Z tych wszystkich nerwów zatrzasnęłam drzwi z głośnym hukiem. Mama zaczęła wypytywać mnie o to, co się stało, lecz powiedziałam jej, że wszystko jest w porządku. Oczywiście - kłamałam. Nic nie było w porządku. Coraz bardziej zaczynałam bać się tego wszystkiego.
     Po rozmowie z rodzicielką udałam się do swojego pokoju. Po zamknięciu drzwi, od razu rzuciłam się na łóżko. Przymknęłam powieki i starałam się wyrównać oddech. Mój odpoczynek przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. No tak, zapomniałam odczytać tamtych oraz zobaczyć, kto do mnie dzwonił.
     Z cichym westchnięciem wyciągnęłam z kieszeni telefon, odblokowałam go i weszłam najpierw w nieodebrane połączenia. Kiedy zobaczyłam, kto do mnie dzwonił - przeraziłam się. Byłam też trochę zdziwiona i zaskoczona, ponieważ nie sądziłam, że odważy się do mnie zadzwonić. Co jak co, ale myślałam, że zostanie tylko przy sms-ach.
     Weszłam w wiadomości i od razu zaczęłam czytać te nieprzeczytane. Przewróciłam oczami, analizując ich treść.
Nieznany: Nic Ci się nie stało, prawda?
Nieznany: Pamiętaj: na drugi raz nie rozmawiaj z obcymi.
Nieznany: Idź jak najszybciej do domu. Nie zatrzymuj się, z nikim nie rozmawiaj.
Nieznany: Jak się czujesz?
     Cholera. Czy on wiedział o całej tej akcji? Przecież wiedział, co się stało! A co jeśli to on był tym mulatem? Wszystko się zgadzało: przecież pisał mi, że wkrótce się zobaczymy, że jeśli nie odwołam spotkania z kolegą z klasy to zorganizuje mi jakiś niezły obrót akcji. Pasowało. Wszystko. Tylko kim byli ci dwaj napakowani kolesie? Widać było po ich zachowaniu, że oni jak i ten mulat nie przepadają za sobą.
Ja: Ależ z Ciebie odważniak!
Nieznany: O co dokładniej chodzi?
Ja: Nie udawaj głupiego. Spieprzyłaś jak zobaczyłeś tych dwój typków.
Nieznany: To nie byłem ja.
Ja: Jak to nie?
Nieznany: Normalnie. A te dwa typki były ode mnie. To ja im kazałem Ciebie śledzić.
Ja: Po co?
Nieznany: Żeby nic Ci się nie stało. Właśnie dlatego. I widzisz? Miałem rację. Gdyby nie ja, tamten gościu zrobiłby Ci coś. Znam go, niestety.
Ja: Znasz? Skąd?
Nieznany: Nieważne.
Ja: Ważne. Poza tym... dzwoniłeś do mnie?
Nieznany: Tak, dzwoniłem. Nie odpisywałaś na moje sms-y, dlatego zadzwoniłem, licząc na to, że odbierzesz. Przeliczyłem się jednak, ale cieszę się, że mimo wszystko dotarłaś bezpiecznie do domu. Ja niestety nie mogłem Cię zabrać temu typkowi, musiałem załatwić inną ważną sprawę.
Ja: Jaką?
Nieznany: Dowiesz się jutro, tak myślę. A teraz koniec pisania, idź coś zjeść. Smacznego.
     Westchnęłam cicho i odłożyłam telefon na szafkę, po czym wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Ten ktoś miał rację - byłam głodna. Tak właściwie to on mi dopiero o tym przypomniał, ponieważ emocje nadal nade mną panowały.
     Kiedy podgrzewałam sobie obiad, myślałam nad tą całą sprawą, jaką miał do załatwienia... mój Nieznany. W głowie układałam przeróżne scenariusze. Nie wiedziałam zupełnie czego się spodziewać. On był nieprzewidywalny. I niebezpieczny. Równie dobrze mógł mi coś zrobić...

~*~

     Rano obudziłam się w wyśmienitym nastroju, pomimo tego, że przez pół nocy nie mogłam spać. Cały czas myślałam nad tym, co czeka mnie następnego dnia. I w końcu się doczekałam.
     Wstałam szybko z łóżka, przez co dostałam zawrotów głowy, że aż musiałam złapać się szafki, aby nie upaść. Podskoczyłam z przerażenia, kiedy nagle rozległ się dźwięk przychodzącej do mnie wiadomości. Po chwili również dostałam i drugą. Doskonale wiedziałam od kogo one są. Zresztą trudno nie było zgadnąć, kto wypisywał do mnie od samego rana.
Nieznany: Dzień dobry! Miłego dnia, księżniczko!
Nieznany: Spokojnie, nie wstawaj tak gwałtownie. Najlepiej poleżeć jeszcze przez chwilkę po obudzeniu się. W ten sposób unikniesz takich efektów, których przed chwilą doznałaś.
     Przewróciłam oczami. To już była lekka przesada! Dlaczego on się tak o mnie troszczył? Przecież nawet się nie widzieliśmy! Ba, nawet nie wiedziałam jak on ma na imię, a on się o mnie martwił, jakbym była dla niego kimś bliskim, kimś ważnym. Jednak najwyraźniej dla niego byłam kimś ważnym.
     Postanowiłam odpisać mu i przy okazji się o coś zapytać.
Ja: Wzajemnie. Czy dzisiaj dowiem się o co chodzi z tą całą sprawą?
     Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Nieznany: Tak.
Ja: Kiedy?
Nieznany: Już niedługo...
     Świetnie. Super odpowiedź. Tylko ciekawe, czy dla niego niedługo to faktycznie niedługo. Spodziewałam się trochę bardziej konkretnej odpowiedzi, ale nie chciałam się z nim kłócić.
Już mu nie odpisałam. Poszłam po prostu do łazienki, aby przygotować się do szkoły. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam myć zęby, patrząc na swoje odbicie. Następnie zrobiłam lekki makijaż, a później rozczesałam włosy. Postanowiłam zostawić je rozpuszczone, tak jak to miałam w zwyczaju. Ubrałam się w jasne niebieskie jeansy i do tego białą koszulkę z nadrukiem na krótkim rękawku. Popsikałam się swoimi ulubionymi perfumami, po czym wyszłam z łazienki. Zawitałam na chwilę jeszcze w pokoju, aby wziąć torbę oraz telefon. Następnie zeszłam na dół, ubrałam buty i wyszłam z domu. W samochodzie czekała na mnie już mama. Wsiadłam z uśmiechem do auta. Zapięłam pas bezpieczeństwa, a torbę położyłam sobie na kolanach.
- Widzę, że jesteś w świetnym nastroju - powiedziała rodzicielka, unosząc kąciki ust ku górze.
- W wyśmienitym - zaśmiałam się, wyglądając przez szybę.
- Dzisiaj niestety nie będę mogła odebrać cię ze szkoły, ponieważ muszę zostać dłużej w pracy.
- Nic nie szkodzi. Przejdę się - uśmiechnęłam się pocieszająco, widząc jej niezadowoloną minę.
- Nie. Masz tutaj pieniądze na taksówkę - puściła mi oczko, wręczając banknoty.
     Pokiwałam jedynie głową i wzięłam od niej pieniądze, po czym schowałam je do torebki. Nim się obejrzałam, a mama parkowała już pod szkołą. Pożegnałam się z nią całusem w policzek, po czym wysiadłam z samochodu i zaczęłam kierować się w stronę szkoły.
     Do klasy weszłam z uśmiechem i przywitałam się z każdym, oprócz Jake'a, którego nie było, co mnie oraz resztę bardzo zdziwiło, jednak nie wzięłam tego za coś złego. Chłopak mógł się po prostu spóźnić. Przecież każdemu się to zdarza.
     Usiadłam przy ławce, przy której siedziałam jeszcze wczorajszego z przesympatycznym kolegą, ale go nie było, więc miałam całą dla siebie. Mnie to jednak nie uszczęśliwiło, a jedynie zdołowało. Wolałam siedzieć z kimś niż sama.
     Jako pierwszą mieliśmy mieć lekcję biologii, jednak zamiast nauczyciela od tego przedmiotu, do sali wszedł nasz wychowawca z poważną miną. Nikt nie wiedział, dlaczego był w takim, a nie w innym nastroju. Każdy jednak się przeraził, bo to nie oznaczało nic dobrego.
- Nie ma dzisiaj pani od biologii, dlatego też macie zastępstwo ze mną. Nie oznacza to jednak, że będziemy się obijać. Wyciągnijcie zeszyty, mam prezentację. Wszystkie slajdy mają być przepisane w zeszycie. Sprawdzę - powiedział smutno. - Chciałbym wam też powiedzieć, że przez kilka, kilkanaście dni Jake nie pojawi się w szkole - oznajmił.
- Dlaczego? - odezwała się jakaś blondynka, której imienia nie zapamiętałam.
- Jake jest w szpitalu - wyjaśnił, a ja patrzyłam na niego zszokowana. Jak to, do cholery?
- Co mu się stało? - spytał z przerażeniem Mike... Ta, chyba Mike.
- Chłopak został wczoraj bardzo mocno pobity - westchnął.
     Przełknęłam głośno ślinę. Nauczyciel oraz inni uczniowie prowadzili zawzięcie dyskusję, ale ja ich nie słuchałam. Nie byłam w stanie. Wieść, iż mój kumpel jest w szpitalu była nie do zniesienia. Kto go pobił? I przede wszystkim: za co? Czy miał jakieś problemy? Ktoś mu groził?
     Dowiedzieć się mogłam tego wszystkiego - wystarczyło z nim tylko porozmawiać. Musiałam tylko dostać się do szpitala. Ten dzień jednak nie będzie zaliczał się do tych udanych...

~*~
I jak? Może być? Podoba się? Jesteście ciekawi co będzie dalej?
Bardzo proszę o komentarze, gdyż motywują mnie do dalszego pisania!
Do następnego! ;*